wtorek, 20 grudnia 2016

Zimowe włosy


rys. fotolia.com
Zima to trudny czas dla skóry i włosów. Niskie temperatury na zewnątrz, ogrzewanie i suche powietrze w mieszkaniach, biurach, środkach komunikacji - to wszystko nie służy włosom. Jak zatem pomóc im przetrwać zimę?
Najwięcej osób skarży się w tym okresie na elektryzowanie się włosów. Zjawisko to jest związane z pocieraniem łodygi włosa o włókna naszych ubrań, szczególnie włókna syntetyczne. Powstają wówczas dodatnio naładowane cząsteczki, a ponieważ nasze włosy są właśnie naładowane dodatnio, zaczynają się podnosić w charakterystyczny sposób. Sprzyja temu dodatkowo przesuszenie włosów i ich uszkodzenia. Uszkodzona zewnętrzna warstwa włosa nie zatrzymuje odpowiedniej ilości wody. Zjawisko to potęgowane jest przez centralne ogrzewanie, klimatyzację i oczywiście przez zabiegi takie jak suszenie, prostowanie, czy kręcenie włosów lokówka. Włosom w tym okresie nie służą również zabiegi farbowania, a szczególnie rozjaśniania.
W celu zmniejszenia elektryzowania włosów warto stosować odżywki i maski nawilżające co najmniej dwa razy w tygodniu. Dobrą metodą może okazać się technika "odżywka-szampon-odżywka", w trakcie której na suche włosy nakładamy odżywkę na około 20 minut, po tym czasie myjemy głowę i na koniec znów nakładamy odżywkę. Taka technika chroni przesuszone i puszące się włosy przed nadmierną utratą wilgoci.
Na wielu blogach można znaleźć informację, że elektryzującym się włosom dobrze robi suchy szampon, który ma pochłaniać nadmiar sebum a jednocześnie odpowiednio "dociążać" włosy. Z punktu widzenia trychologa nie polecam jednak tej metody. Suche szampony pozostawiają bowiem na skórze głowy i  łodydze włosa osad, który bardzo trudno zmyć, a który przyczynia się do powstawania łupieżu kosmetycznego, świądu a nawet stanów zapalnych.
Zdecydowanie warto natomiast stosować olejki wygładzające końcówki włosów, bo to one zwykle mają największy kontakt z naszymi ubraniami. Olejki regenerują łuskę włosa, dlatego zalecane są przede wszystkim włosom łamliwym, zniszczonym i kruchym. Mogą one również chronić przed szkodliwym wpływem wysokiej  temperatury emitowanej przez urządzenia do stylizacji.
Czy zatem należy zrezygnować z noszenia czapki, żeby włosy się nie elektryzowały? W żadnym wypadku. Unikanie nakrycia głowy, kiedy na zewnątrz panują niskie, minusowe temperatury, nie tylko grozi przeziębieniem i kłopotami z zatokami, ale także źle wpływa na kondycję włosów. Niska temperatura spowalnia działanie gruczołów łojowych, które produkują mniej sebum. Dla wielu osób może wydawać się to korzystne, jednak wychłodzona skóra to mniej sebum, którego rolą jest przecież ochrona łodygi włosa. Dodatkowo przemarznięte mieszki włosowe, a w zasadzie naczynia krwionośne doprowadzające do nich substancje odżywcze, mogą ulec uszkodzeniu, co spowoduje nadmierne wypadnie włosów. Rezygnowanie z czapek zimą nie jest zatem najlepszym pomysłem, warto jednak poszukać takich, które uszyte są z naturalnych, oddychających materiałów.
Niestety noszenie czapek może przyczynić się również do przetłuszczania włosów i powstawania łupieżu. Ciepło stymuluje gruczoły łojowe do pracy, wilgotne środowisko (pot) sprzyja rozwojowi drożdżaka odpowiedzialnego za pojawianie się łupieżu. W okresie zimowym niezwykle ważna jest zatem prawidłowa pielęgnacja. Warto sięgać po delikatne, łagodnie działające szampony, ale myć włosy tak często, jak tego potrzebują. Klasyczne szampony do włosów przetłuszczających się mogą za bardzo przesuszać skórę powodując tym samym błędne koło. W przypadku łupieżu natomiast trzeba przede wszystkim dobrze określić jego rodzaj i na tej podstawie dobrać odpowiedni preparat pielęgnacyjny.
Wspominałam już, że gorące powietrze z suszarki może być dla włosów szkodliwe. Nie znaczy to jednak, że zachęcam do chodzenia z mokrą głową. Jeśli mamy czas i możemy wysuszyć włosy w sposób naturalny, to jest to najlepsze wyjście. Jeśli jednak musimy użyć suszarki warto skorzystać z opcji chłodnego powietrza. Nigdy nie powinniśmy wychodzić na mróz z wilgotnymi włosami. Tak niska temperatura sprawia, że zawarta w nich woda zamarza zwiększając swoją objętość, a struktura włosa ulega uszkodzeniu, łatwo się łamią i niszczą.
Zima to również czas, kiedy spożywamy mniej świeżych warzyw i owoców, w naszej diecie może zatem brakować witamin i minerałów, co niekorzystnie odbije się na kondycji skóry i włosów. Należy zatem zadbać o urozmaicanie posiłków, warto w tym czasie sięgać po kiełki, lokalne owoce sezonowe (np. jabłka, gruszki), a także orzechy. Szczególnie ważne dla kondycji włosów będzie uzupełnienie niedoborów witaminy A, biotyny, krzemu i niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych. Czasem, jeśli nie możemy zbilansować swojej diety, można sięgnąć po suplementy, jednak taka decyzja powinna być zawsze podejmowana po konsultacji z dietetykiem lub lekarzem.
O diecie dla zdrowych włosów napiszę już wkrótce :)

środa, 7 grudnia 2016

Co ja znów mam na ramionach, czyli kilka słów o łupieżu

Łupież nie jedno ma imię jak się okazuje. A ponieważ nie każdy łupież jest wywołany przez te same czynniki, nie da się go u wszystkich wyleczyć tym samym sposobem. Zacznijmy jednak od podstaw. Łupież jest patologią skóry, która polega na nadmiernym podziale komórek naskórka. W konsekwencji warstwa rogowa ulega nadmiernemu złuszczaniu.
Dolegliwość ta może rozwinąć się zarówno na podłożu skóry suchej, jak i łojotokowej, i ma wówczas odmienny charakter. Łupież suchy objawia się drobnopłatowym złuszczaniem, a łuski łatwo odpadają z naskórka osadzając się często na włosach i ramionach. Tej odmianie często towarzyszy suchość, wrażliwość i świąd skóry. Jest uporczywy, ale stosunkowo łatwy do zwalczenia. Niestety, nie leczony może przerodzić się w dużo poważniejszy łupież tłusty. 
Odmiana tłusta łupieżu zwykle rozwija się na skórze łojotokowej. Jej objawem są żółte, grube łuski, mocno przylegające do powierzchni naskórka. Bywa, że towarzyszy im stan zapalny skóry, a nawet mieszków włosowych. W żadnym wypadku nie należy ignorować tej dolegliwości, nie leczona może bowiem doprowadzić do łysienia łojotokowego. 
Za najczęstszą przyczynę łupieżu uważa się rozrost kolonii drożdżopodobnych grzybów Malassezia globosa. Są one stałym elementem mikrobiomu skóry, ale w sprzyjających okolicznościach mogą doprowadzić do stanów chorobowych. Ich metabolity, m.in. pochodne indolu, wpływają drażniąco na komórki naskórka stymulując ich przyspieszone złuszczanie. Niedawno jednak chińscy naukowcy z Shanghai Jiao Tong University przeprowadzili badania, z których wynika, że największy wpływ na powstawanie łupieżu i jego przebieg ma wzajemna relacja bakterii Propionibacterium i Staphylococus. U osób bez łupieżu przeważała obecność pierwszego mikroorganizmu, drugi natomiast przeważał u osób z łupieżem. Dla kondycji skóry niezmiernie ważna okazuje się równowaga między liczebnością jednego i drugiego szczepu bakterii, a łupież powstaje wówczas, gdy przewagę mają gronkowce.*

 fot. fotolia.com
Łupież bardzo często jest konsekwencją nieprawidłowej pielęgnacji i wówczas mówimy o jego odmianie kosmetycznej. Zbyt agresywne środki myjące, środki do stylizacji włosów, gorąca woda, wysoka temperatura z urządzeń (suszarki, lokówki, prostownice), zaburzają równowagę hydrolipidową naskórka i prowokują go do silniejszego złuszczania. W takim przypadku tradycyjne preparaty przeciwłupieżowe mogą nie przynieść oczekiwanych efektów, a często nawet nasilić dolegliwość. Łupież kosmetyczny wymaga przyjrzenia się nawykom pielęgnacyjnym i wyeliminowania tych, które ewidentnie nam szkodzą. Warto również do codziennej pielęgnacji włączyć szampon ze składnikami nawilżającymi, by przywrócić właściwe funkcje naskórka. 
Pamiętać również należy, że istnieje szereg chorób, które w swoim przebiegu objawiają się zmianami przypominającymi łupież. Należą do nich m.in. łuszczyca, liszaj płaski czy łojotokowe zapalenie skóry. Dlatego, jeśli mimo zastosowania zalecanych środków kosmetyczno - terapeutycznych i odpowiednio długiej terapii (ok 5-6 tyg.) łupież nie mija, należy zgłosić się do dermatologa. 
Do czynników mogących nasilać, a czasem prowokować powstawanie łupieżu zalicza się m.in. stres, zaburzenia emocjonalne i hormonalne, uwarunkowania genetyczne, ale także nadmierne spożywanie alkoholu czy błędy dietetyczne. W przypadku tych ostatnich szczególną rolę odgrywają składniki mineralne: wapń, magnez, fosfor, potas, żelazo i cynk, a także nienasycone kwasy tłuszczowe z grupy omega - 3. Zauważono również, że dieta obfitująca w węglowodany proste i tłuszcze nasycone sprzyja zmianom skórnym. Może ona wpływać na zmiany pH potu, a co za tym idzie - naskórka, co sprzyja rozwojowi drobnoustrojów chorobotwórczych. 
W postępowaniu terapuetycznym najważniejsze jest określenie rodzaju i przyczyny pojawienia się dolegliwości. W przypadku łupieżu suchego zwykle poleca się stosowanie preparatów o właściwościach nawilżających w połączeniu z przeciwłupieżowymi. Na suchej skórze również odnotowuje się przerost kolonii Malassezia globosa, dlatego stosowane kosmetyki powinny ograniczać jej rozrost. Trycholodzy zalecają stosowanie szamponów przeciwłupieżowych zamiennie z neutralnymi również po to, by uniknąć zjawiska tachyfilaksji, czyli "uodpornienia się" na działanie składników.
W przypadku łupieżu tłustego, przy wzmożonym łojotoku ważne jest działanie wielokierunkowe. Po pierwsze trzeba pozbyć się nadmiaru zalegających łusek stosując środki o działaniu keratolitycznym. Po drugie należy zredukować wydzielanie łoju poprzez użycie substancji o właściwościach seboregulujących i wreszcie ograniczyć rozwój drobnoustrojów chorobotwórczych, szczególnie drożdżaków. Do najczęściej stosowanych składników należą:
- ketokonazol - znany z szerokiego spektrum oddziaływania - hamuje łojotok i ogranicza rozwój drobnoustrojów;
-pirokton olaminy - o właściwościach przeciwzapalnych, hamujących łojotok i rozwój
mikroorganizmów;
-pirytionian cynku - wykazuje właściwości przeciwgrzybiczne i przeciwbakteryjne, spowalnia również podziały mitotyczne komórek, dzięki czemu przeciwdziała nagromadzaniu się łuski;
- rilopiroks - skuteczny przeciw grzybom chorobotwórczym, szczególnie Pityrosporum ovale.
Często w terapii łupieżu używa się także kosmetyków zawierających kwas salicylowy, rezorcynę, dwusiarczek selenu, czy - bardzo skuteczny - mocznik. Ten ostatni jest związkiem nie tylko keratolitycznym, ale ma również dobre właściwości nawilżające skórę. 
W łagodnych odmianach łupieżu, w łupieżu kosmetycznym, a także jako pielęgnacja po leczeniu zalecane są często preparaty oparte na ekstraktach ziołowych: wyciągu z czarnej rzepy, pokrzywy, brzozy brodawkowatej, liści i ziela szałwii, krwawnika, korzenia łopianu czy kłącza tataraku. Poleca się również stosowanie olejków eterycznych, szczególnie olejku z drzewa herbacianego, ale także lawendowego czy rozmarynowego. 
Trzeba też pamiętać, że drapanie skóry daje jedynie chwilową ulgę, a jego konsekwencja mogą być silne podrażnienia i uszkodzenia włosów.


* http://www.nature.com/articles/srep24877

środa, 2 listopada 2016

Trichomed Wrocław

Miło mi poinformować wszystkich zainteresowanych, że już za kilka dni rozpocznie działalność wrocławski oddział uznanego i popularnego gabinetu trychologii Trichomed. Salon - matka znajduje się w Stargardzie Szczecińskim, gdzie pieczę nad nim sprawuje pomysłodawczyni i wielki autorytet w tej dziedzinie, pani mgr Julitta Siemiątkowska. Szkoleniowiec, wykładowca, autorka pierwszego podręcznika trychologicznego w kraju, a przede wszystkim kobieta z ogromną wiedzą i doświadczeniem.
Miło mi tym bardziej, że Trichomed Wrocław znajdzie się pod moją opieką. Nie ukrywam, że jest to dla mnie zaszczyt, ale i wyzwanie. Wyzwanie, które napędza mnie do działania i mam nadzieję, że sprostam zadaniu, jakie w gruncie rzeczy sama przed sobą postawiłam :)
Plany, przygotowania, prace - to wszystko sprawiło, że ostatnio troszkę zaniedbałam pisanie. Mam nadzieję, że teraz pojawi się jeszcze więcej tematów, którymi będę mogła się z Wami dzielić. Jest wiele pomysłów, pojawiają się nowe cele - mniej lub bardziej odległe. Nie o wszystkim chcę jeszcze pisać, ale mam nadzieję, że wszystko uda się zrealizować.
Zapraszam Cię, Drogi Czytelniku, do odwiedzenia Trichomed Wrocław. Znajdziesz go we Wrocławiu na ul. Gwiaździstej 8, dokładnie tam, gdzie Pracownia Urody Dermalogica. 



wtorek, 27 września 2016

Niedoceniany darsonval....

    Współczesna technologia pozwala nam stosować w zabiegach kosmetycznych i trychologicznych coraz bardziej nowoczesne urządzenia. Dzięki temu możemy proponować naszym klientom coraz skuteczniejsze rozwiązania. Czy to jednak oznacza, że stare metody odeszły do lamusa i nie warto do nich wracać?
    Chciałam dziś napisać Wam o zabiegu, który w kosmetyce został nieco "odsunięty na bok" na korzyść innych, moim zdaniem nie koniecznie tak skutecznych. Trychologia natomiast ciągle korzysta z jego dobrodziejstw. Niejednokrotnie w ciągu 11 lat swojej pracy zawodowej miałam okazję obserwować jego działanie. Dziś już nie wyobrażam sobie gabinetu funkcjonującego bez prądów d'Arsonvala.
Pierwszy aparat wytwarzający prądy wielkiej częstotliwości został skonstruowany przez Nikola Teslę w roku 1891. Rok później francuski fizjolog Jacques d'Arsonval wprowadził je do lecznictwa, gdzie zagościły na stałe. Są prądami o częstotliwościach 300-500 kHz, długości fali 600-1000 nm i natężeniu kilku miliamperów.
Zabieg wykonuje się wykorzystując elektrody wtopione w środek elektrod szklanych, nazywanych pelotami. Peloty są najczęściej wypełnione gazem szlachetnym, a od rodzaju gazu zależy kolor jakim peloty "wypełniają się" w trakcie zabiegu. W momencie zbliżania urządzenia do skóry następuje delikatne iskrzenie, które jest wynikiem wyładowania elektrycznego. Specyficzny zapach towarzyszący wyładowaniom to ozon, gaz, który poprzez utlenianie działa destrukcyjnie na drobnoustroje chorobotwórcze uszkadzając białka ich błon komórkowych. Ta właściwość jest wykorzystywana m.in. w terapiach skór trądzikowych, także w trądziku występującym na skórze głowy.
    Prądy d'Arsonvala powodują wytworzenie w tkankach bardzo słabego ciepła, które wpływa na zakończenia nerwowe, ale również na mikrokrążenie skórne. Miejscowe przekrwienie sprzyja pobudzeniu komórkowej przemiany materii, odtoksycznieniu skóry, odżywieniu i dotlenieniu tkanek. Wpływając na zakończenia nerwowe prądy te działają również lekko drażniąco i stymulująco.  
fot. Darsonwalizacja - źródło własne
      Zabieg wykonuje się w seriach, a jedna sesja to czas 4-8 minut. Sesję taką powtarzać można nawet codziennie jeśli istnieją do tego wskazania. A należą do nich:
- łojotok skóry głowy
- źle ukrwiona i słabo odżywiona skóra głowy
- pojawianie się wykwitów trądzikowych
- wypadanie włosów na różnym podłożu
- łysienie androgenowe
Właściwie przeprowadzana darsonwalizacja pozwala na uzyskanie normalizacji pracy gruczołów łojowych, a dzięki temu redukcję przetłuszczania włosów i stanów zapalnych na tym podłożu. Pomaga także ograniczyć występowanie łupieży łojotokowego i wywołanego obecnością drożdżaków. Zabieg wzmacnia cebulki włosów, dotlenia je i odżywia, dzięki czemu wpływa na kondycję włosów przywracając ich witalność i zdrowy wygląd. Poprawa ukrwienia wiąże się również z ograniczeniem wypadania włosów i przyspieszeniem ich odrostu. Po zastosowaniu prądów skóra jest również lepiej przygotowana na wchłanianie składników aktywnych, dlatego warto poprzedzać nim również inne działania pielęgnacyjne. 
  Trzeba jednak pamiętać, zwłaszcza, jeśli zechcecie wykonywać darsonwalizację w zaciszu własnego domu, że są sytuacje, w których zabieg ten jest przeciwwskazany. Należą do nich:
- ciąża
- rozrusznik serca
- metalowe implanty w organizmie
- skóra nadreaktywna, trądzik różowaty
- stany zapalne skóry
- przerwanie ciągłości naskórka
- choroby nowotworowe
- gorączka
- epilepsja
- zaawansowana miażdżyca naczyń
- nadciśnienie, szczególnie nieuregulowane ciśnienie
- zaawansowane choroby serca
  Reasumując, warto sięgać po stare i sprawdzone sposoby, nie zawsze ulegają przeterminowaniu :)

sobota, 10 września 2016

Dlaczego znów wypadają mi włosy...?

fot. Fotolia.com

            Każdego dnia tracimy około 100 włosów. Jest to zjawisko fizjologiczne, związane z ich cyklem życia i nie powinno nas niepokoić. Kiedy jednak zaczynają wypadać przysłowiowymi garściami, warto zwrócić się po poradę do specjalisty. Może to być bowiem oznaka zaburzeń w funkcjonowaniu organizmu, a nawet poważniejszej choroby.            
Przyczyn wypadania włosów może być wiele. Na samo zjawisko mają wpływ zarówno  czynniki wewnętrzne jak i zewnętrzne. Dużą rolę, jak to zwykle bywa, mają skłonności dziedziczne, czyli genetyka. Oczywiście w takim przypadku niewiele mamy do powiedzenia, możemy jednak starać się nie pogarszać tego stanu choćby właściwą dietą i prawidłową pielęgnacją. Wypadanie włosów najczęściej ma jednak charakter złożony i czasem trudno jest znaleźć ten jeden, główny powód.    
         Jedną z podstawowych przyczyn nadmiernej utraty włosów jest zachwianie równowagi hormonalnej. U kobiet ogromy wpływ ma funkcjonowanie hormonów płciowych, a zwłaszcza estrogenu. Kiedy jego poziom zaczyna spadać bardzo często obserwujemy wzmożoną utratę włosów. Dzieje się tak np. w okresie menopauzy, ale również ok. 2-3 miesiące po porodzie. W trakcie ciąży wysoki poziom estrogenu utrzymywał włosy w fazie ich aktywnego wzrostu. Po porodzie poziom ten gwałtownie się obniżył, a włosy przeszły w stan spoczynku i zaczynają wypadać. Na szczęście jest to zjawisko odwracalne, choć niewątpliwie uciążliwe. Wpływ estrogenu na włosy  jest widoczny nawet w trakcie trwania cyklu miesięcznego. W pierwszych dniach poziom estrogenu spada, spada również poziom nawilżenia organizmu, a co za tym idzie, również skóry i jej przydatków. Warto wspomnieć, że na kondycję włosów w tym czasie ma także utrata mikroelementów z krwią, dotyczy to zwłaszcza żelaza.        Duże znaczenie dla właściwej kondycji włosów ma prawidłowe funkcjonowanie tarczycy. Bardzo często pacjentki zgłaszają się do trychologa czy dermatologa z powodu wypadania włosów, nie mając pojęcia, że cierpią na zaburzenia pracy tego gruczołu. Prawidłowe leczenie połączone z odpowiednią pielęgnacja pozwala na przywrócenie normalnej pracy mieszków włosowych, a tym samym odrost utraconych włosów. Bardzo ważna jest regularne monitorowanie poziomu TSH. 
      Jeśli chodzi o czynniki hormonalne trzeba również wspomnieć o pracy nadnerczy. Podwyższony poziom DHEA – dihydroepiandrosteronu, hormonu produkowanego przez korę nadnerczy, może sygnalizować ich wrodzony przerost a nawet nowotwór. Jednym z objawów podniesienia poziomu tego hormonu jest właśnie zwiększona intensywność wypadania włosów. 
      Dla prawidłowego funkcjonowania mieszków włosowych ogromną rolę odgrywa właściwie zbilansowana dieta. Zagrożone utratą włosów są zwłaszcza osoby notorycznie się odchudzające, będące na restrykcyjnych, niezbilansowanych dietach, a także z niskim poziomem żelaza. Nasz organizm jest tak skonstruowany, że kiedy zaczyna mu brakować niezbędnych do funkcjonowania składników, zaczyna czerpać je z tkanek, które nie są mu potrzebne do przeżycia. Pamiętaj zatem, jeśli przechodzi na dietę, zmieniasz styl żywienia, odchudzasz się – w Twoim codziennym jadłospisie nie może zabraknąć składników odżywczych, kompletu witamin i minerałów. 
          Czasem obserwujemy wypadanie włosów u osób cierpiących na niedociśnienie krwi. Słabe krążenie sprawia, że tkanki pozostają niedokrwione, a tym samym niedożywione. Dotyczy to również brodawek włosowych, które zaopatrują w krew cebulki.    
        Przyczyną wypadania włosów są często choroby, zarówno przewlekłe jak i ostre, szczególnie te, które przebiegają z wysoką gorączką. Zdarza się, że obserwujemy silną utratę włosów na 3-4 miesiące po ataku gorączki i często nie łączymy ze sobą tych dwóch zdarzeń. Choroby autoimmunologiczne, radio i chemioterapia, narkoza przedoperacyjna mogą spowodować znaczną utratę włosów. Dzieje się tak dlatego, że choroba wpływa na skrócenie fazy aktywnego wzrostu i szybsze przejście włosa w fazę telogenu. Przywrócenie organizmowi równowagi, podjęcie właściwego leczenia, odstawienie silnych leków pozwala przywrócić prawidłowy wzrost włosa.             
Wśród innych przyczyn nadmiernego wypadania włosów można wymienić choćby wpływ stresu i traumatycznych zdarzeń w naszym życiu.  
       Duże znaczenie ma też prawidłowa pielęgnacja. Zbyt mocne ściąganie włosów gumką, ciasne ich związywanie, a także agresywne zabiegi fryzjerskie osłabiają mieszki włosowe i sprzyjają wypadaniu. Należy również zwrócić uwagę a codziennie stosowanie produktów takich jak lakiery, żele, suche szampony i inne produkty do stylizacji. Nie sprzyjają one kondycji nie tylko samej łodygi włosa, ale także naskórka i mieszków włosowych. Zwykle wyeliminowanie przyczyny i wprowadzenie właściwych nawyków pielęgnacyjnych pomaga przywrócić kondycję skóry głowy i stymuluje odrost włosa.      
Czasem przerzedzenie włosów obserwujemy również u osób noszących na co dzień nakrycia głowy takie jak kaski, czepki itp. Ciasne nakrycie powoduje tarcie, które osłabia włos, prowadzi do jego uszkodzenia a nawet wypadania.      Osobnym przypadkiem jest trichotillomania – zaburzenie o podłożu psychicznym, którego objawem jest niepohamowane i najczęściej niekontrolowane wyrywanie sobie włosów. Najczęściej dotyczy to włosów głowy, choć ofiarą paść mogą również rzęsy, brwi czy okolice łonowe. Takie zaburzenia zaczynają się często we wczesnym etapie okresu dojrzewania i przebiega z fazami wycofania i zaostrzeń. Leczenie tej przypadłości należy pozostawić psychologom i psychiatrom, trycholog może jednak wspomagać działania nauką właściwej pielęgnacji.
          Jak zatem zapobiegać wypadaniu? Cóż, nie ma złotego środka, ale tak, jak oddajemy do przeglądu samochód, tak powinniśmy od czasu do czasu poddać „przeglądowi” nasz organizm. Wykonywanie badań kontrolnych, zrównoważona dieta, znalezienie czasu na odpoczynek i odpowiednio dobrana pielęgnacja mogą okazać się kluczem do sukcesu w walce o zdrowe włosy. O składnikach pielęgnacyjnych, suplementacji i diecie wzmacniającej włosy już niedługo. Zostańcie ze mną :)    

czwartek, 18 sierpnia 2016

Łuszczyca - trudny problem

Łuszczyca to jedna z tych chorób, która obciąża nie tylko ciało ale także psychikę. Przybierać może różne postacie, najczęściej jednak zajmuje obszar łokci, kolan, obszar lędźwiowy, a także owłosioną skórę głowy. Jej objawem są czerwone grudki pokryte srebrnobiałą łuską, które mogą zlewać się ze sobą i zajmować duże powierzchnie skóry. Niestety świadomość społeczeństwa na temat tej choroby wciąż jest znikoma, a osoby chore często są traktowane jak „trędowate”. Tymczasem łuszczyca jest silnie związana z genetyką i nie da się nią zarazić.
          Bezpośrednia przyczyna choroby nie została jeszcze poznana. Jej podłoże jest wielokierunkowe, niewątpliwie jednak duże znaczenie ma tu układ odpornościowy. Choroba ma zdecydowanie charakter autoimmunologiczny, co oznacza, że organizm traktuje własne tkanki jako obce i zaczyna je atakować. Za ochronę organizmu przed drobnoustrojami chorobotwórczymi odpowiedzialne są m.in. limfocyty T. To właśnie one w przypadku łuszczycy atakują komórki skóry, powodują uwolnienie cytokin, na skutek czego powstaje stan zapalny, a podział komórek naskórka zostaje przyspieszony. U osoby zdrowej proces przejścia komórki naskórka z warstwy podstawnej do warstwy rogowej i jej wyłuszczenie trwa około 4 tygodni. W przypadku łuszczycy czas ten skraca się nawet do 4 dni, co skutkuje nagromadzeniem się martwych komórek na powierzchni zapalnych grudek w postaci silnie przylegającej łuski. Zjawisko to nazywa się parakeratozą.
rys. Łuszczyca skóry głowy , źródło: www.fotolia.pl

O ile nadal nie jesteśmy  w stanie określić przyczyny pojawiania się łuszczycy, o tyle znane są czynniki, które stają się zapalnikami uaktywniającymi wysiew zmian. Zalicza się do nich przede wszystkim stres, zarówno nagły i silny, jak i przewlekły. Duże znaczenie mają również zmiany hormonalne, ostre infekcje bakteryjne i wirusowe, infekcje przewlekłe (stany zapalne zatok, zębów, przydatków czy pęcherzyka żółciowego), a także mechaniczne drażnienie skóry czy zbyt intensywne leczenie zewnętrze. Zapalnikami mogą być również przyjmowane leki, szczególnie z grupy beta-blokerów, środki przeciwmalaryczne, lit (stosowany w psychiatrii), wszechobecne niesterydowe leki przeciwzapalne, a także leki zawierające salicylany. Trzeba również podkreślić, że na zaostrzenie zmian mogą wpływać przyjmowane kortykosteroidy, które są jeszcze czasem stosowane w terapii łuszczycy. Podawane doustnie czy w zastrzykach początkowo powodują wycofanie się zmian, ale bardzo szybko pojawiają się nawroty i to w zaostrzonej postaci.    
        Łuszczyca skóry głowy zwykle jest pierwszym objawem choroby uogólnionej, rzadko może stanowić jej jedyny objaw. Na początku pojawiające się zmiany są liczne, ale raczej drobne. Z upływem czasu przybierają charakter zlewny, tarczki mogą osiągać wielkość nawet 2-3 cm. Zmianom często towarzyszy dokuczliwy świąd, może dojść do wypadania włosów, pojawić się mogą również dolegliwości bólowe. Typowe jest wychodzenie stanu zapalnego ok 1-1,5 cm poniżej linii włosów, szczególnie na skórze czoła i za uszami. Często zmiany pojawiają się również w uszach. Skóra bardzo mocno się łuszczy. W łuszczycy skóry głowy przy zaostrzeniu zmian obserwuje się również rozrost kolonii Malassezia globosa (grzybów patogennych).         
Sama struktura włosów w łuszczycy nie ulega zmianie, jednak u części osób pojawia się nadmierne ich wypadanie związane ze skróceniem fazy aktywnego wzrostu, spowodowanego najczęściej stanem zapalnym. W większości przypadków włosy odrastają, jednak w bardzo ciężkim przebiegu choroby może dojść do łysienia bliznowaciejącego. Jeśli jedynymi objawami choroby są zmiany na głowie przed podjęciem terapii trychologicznej musimy upewnić się, że przyczyną nie jest grzybica skóry owłosionej, wyprysk pieniążkowaty, odmiana łuszczycopodobna podostrego tocznia rumieniowatego czy pseudotinea aminatace (choroba nie ma polskiej nazwy).          
            Pierwszym etapem leczenia łuszczycy skóry głowy jest zawsze pozbycie się łuski. W tym celu stosuje się środki złuszczające głównie na bazie 5% kwasu salicylowego lub 20-40% mocznika. W żadnym wypadku nie należy łusek zdrapywać ani usuwać mechanicznie, ponieważ może to spowodować wysyp zmian. Kolejnym etapem jest zastosowanie preparatów o działaniu redukującym podziały naskórkowe i przeciwzapalnym. Do najbardziej popularnych należy cygnolina, często podaje się również pochodne witaminy D, a także kortykosteroidy. Pomocniczo stosuje się szampony dziegciowe, szczególnie, jeśli chory źle reaguje na cygnolinę. Sam dziegieć ma słabe działanie przeciwłuszczycowe i powoduje uwrażliwienie skóry na światło. W początkowym stadium łuszczycę łatwo pomylić z łupieżem. Bardzo często chorzy próbują stosować ogólnodostępne szampony drogeryjne, co nie tylko nie przynosi pożądanych efektów, ale może jeszcze zaostrzyć problem.       
W zaawansowanych przypadkach konieczne może okazać się włączenie leczenia ogólnego. Podaje się wówczas doustnie retinoidy, leki immunosupresyjne a nawet hydroksykarbamid. Pomocniczo, w przypadku niewystarczających efektów terapeutycznych stosowane jest naświetlanie promieniami UV, często w połączeniu z psolarenami (metoda PUVA). Na świecie często stosowaną metodą leczenie jest podawanie leków biologicznych. Działają one bezpośrednio w miejscu pojawiania się choroby, a ich skutki uboczne są dużo mniejsze niż przy terapiach tradycyjnych. Polska jest jedynym krajem, w którym terapia lekami biologicznymi nie jest refundowana.             
            Pielęgnacja skóry głowy objętej łuszczycą powinna być bardzo ostrożna. Należy pamiętać, że nie wolno zdrapywać ani zrywać łusek, gdyż może to zaostrzyć stan zapalny. Uporczywe drapanie jest również najczęstszą przyczyną wypadania włosów w przebiegu łuszczycy. W codziennych zabiegach higienicznych należy stosować preparaty zalecone przez trychologa lub przepisane przez lekarza dermatologa. Trzeba pamiętać, że skórę łuszczycową traktujemy jako bardzo wrażliwą, dlatego środki pielęgnacyjne powinny być precyzyjnie dobrane. Nie jest dobrym pomysłem nakładanie kolejnych warstw maści natłuszczających bez uprzedniego złuszczenia nagromadzonej łuski. Regularnie stosowane peelingi na bazie kwasu salicylowego, używanie kosmetyków o właściwościach łagodzących i delikatnych szamponów może znacznie poprawić kondycję skóry i samopoczucie chorego. W postępowaniu dermokosmetycznym w gabinecie trychologicznym pomocny może okazać się również zabieg karboksyterapii.



Literatura (w kolejności przypadkowej):
1. Nowicka D., Dermatologia. Podręcznik dla studentów kosmetologii, Wydawnictwo Medyczne Górnicki, Wrocław 2007.           
2.Wąski F., Baran E., Szepietowski J., Atlas chorób skóry, Volumed, Wrocław 1993.
3.Choroby włosów i skóry owłosionej, red. L. Brzezińska – Wcisło, Termedia, 2015.
4.Borzęcki A., Praktyczne wskazówki rozpoznawania i leczenia łuszczycy, www.luszczycalublin.republika.pl

wtorek, 2 sierpnia 2016

Te paskudne SLSy...;)


fot. fotolia.com

Laurylosiarczan sodowy, nazywany w skrócie SLS, to jeden z tych składników, który w dyskusjach na temat składu kosmetyków budzi wiele emocji. Oskarża się go o powodowanie stanów zapalnych skóry, chorób na podłożu alergicznym, a nawet nowotworów. Czy słusznie?       
                SLS jest stosowany powszechnie w detergentach i kosmetykach. Należy do grupy związków powierzchniowo czynnych, co w praktyce oznacza, że jego wodne roztwory umożliwiają emulgowanie i usuwanie zabrudzeń z powierzchni skóry i włosów. To, że Twój szampon, czy żel pod prysznic dobrze się pieni, to zasługa właśnie SLS lub jego kuzyna SLES, albo innych składników z tej grupy. Jako substancja myjąca i pianotwórcza SLS może powodować podrażnienia, dotyczy to jednak osób, które są wrażliwe na ten składnik. W innych przypadkach kontakt substancji ze skórą jest zbyt krótki, by mógł ją uwrażliwiać. To zupełnie tak, jak z każdą inną substancją, na którą jesteśmy uczuleni. Jeśli o tym wiemy oczywistym jest, że unikamy alergenu. Kiedy język puchnie Ci po zjedzeniu orzechów, raczej nie będziesz po nie chętnie sięgać prawda? Ale do rzeczy.  
                Na fali popularności tzw. kosmetyków ekologicznych, organicznych, bio itd. (żeby była jasność, jestem zwolenniczką poszukiwania dobrej jakości składników naturalnych w kosmetykach, uważam jednak, że we wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek) wokół SLS zgromadziło się wiele niedopowiedzeń i historii wyssanych z palca, które urosły do rangi prawd objawionych. Są powielane na blogach i stronach internetowych bez zweryfikowania ich prawdziwości.           
Badania in vitro i in vivo prowadzone od 1983 wykazały, że laurylosiarczan ma działanie drażniące w stężeniu ok 2% i wyżej. Działanie to pogłębiało się w przypadku zwiększania stężenia substancji. Trzeba jednak podkreślić, że dotyczyło one preparatów, które pozostawały na skórze przez dłuższy czas. W tym przypadku za bezpieczne uznano stężenie do 1% składnika w produkcie.            
Inaczej ma się sprawa z kosmetykami służącymi do krótkiego kontaktu ze skórą czy włosami, które są szybko zmywane. Tu nie wykazano drażniącego działania substancji. Wspomnieć również trzeba, że w badaniach stosowano czysty roztwór SLS. W kosmetykach substancja ta pełni rolę emulgatora i „zmywacza” i nigdy nie jest stosowana samodzielnie. W składzie dobrych preparatów zawsze znajdziecie substancje łagodzące drażniące działanie laurylosiarczanu, należy do nich choćby powszechnie stosowany pantenol.    
                Co się tyczy rzekomej rakotwórczości SLS – żadne badania jej nie potwierdziły. Podobnie rzecz ma się z kumulacją składnika w organizmie, jego przedostawaniu się do mózgu, nerek i innych organów. Nie bardzo potrafię zrozumieć skąd ten pomysł. Nie udało mi się znaleźć żadnego poważnego źródła potwierdzającego te sensacyjne wieści. Jeśli na takie natraficie, bardzo proszę o ich wskazanie. Podobnie nie udowodniono wpływu na DNA, rozwój płodu, a nawet na wywoływanie alergii.   
                Bez wątpienia SLS, jako substancja emulgująca może uszkadzać barierę hydrolipidową naskórka, jednak podkreślam, że wszystko zależy po pierwsze, od stężenia, po drugie od obecności innych substancji w kosmetyku. Jeśli więc skóra Twojej głowy jest z natury sucha i skłonna do podrażnień, czytaj dokładnie etykiety. W Twoim przypadku być może rezygnacja z SLS będzie korzystna. Piszę „być może” ponieważ wielokrotnie okazuje się, że to nie on jest winowajcą, jednak tego dowiedzieć się możesz jedynie dokładnie obserwując reakcje skóry na stosowane preparaty.      SLS (i jego nieco łagodniejsza wersja SLES) to bardzo dobra substancja myjąca, szeroko przebadana pod względem toksykologicznym i uznana przez wszystkie organizacje naukowe zajmujące się badaniami kosmetyków za bezpieczną. Oczywiście, możemy zaraz doszukiwać się „spiskowych” działań przemysłu kosmetycznego, ja jednak wolę zachować odrobinę zdrowego rozsądku, co w dobie internetowych – forumowych ekspertów od wszystkiego bywa bardzo trudne. Pamiętajmy, że – jak pisał Paracelsus - Dosis facit venenum. Dawka czyni truciznę, jeśli więc przesadzamy ze stosowaniem danego składnika, z dużym prawdopodobieństwem w końcu nam zaszkodzi. 

Źródła:
http://www.dweckdata.com/Research_files/SLS_compendium.pdf
http://www.kosmopedia.org/encyklopedia/sodium_lauryl_sulfate,1142
http://www.kosmopedia.org/bezpieczenstwo_kosmetykow/szkodliwe_skladniki_kosmetykow/
http://artofbeauty.com.pl/medycyna-estetyczna/poradnik/czytaj-etykiety-kosmetykow
materiały z konferencji i sympozjów kosmetycznych