fot. fotolia.com
Laurylosiarczan sodowy, nazywany
w skrócie SLS, to jeden z tych składników, który w dyskusjach na temat składu
kosmetyków budzi wiele emocji. Oskarża się go o powodowanie stanów zapalnych
skóry, chorób na podłożu alergicznym, a nawet nowotworów. Czy słusznie?
SLS
jest stosowany powszechnie w detergentach i kosmetykach. Należy do grupy związków
powierzchniowo czynnych, co w praktyce oznacza, że jego wodne roztwory umożliwiają
emulgowanie i usuwanie zabrudzeń z powierzchni skóry i włosów. To, że Twój
szampon, czy żel pod prysznic dobrze się pieni, to zasługa właśnie SLS lub jego
kuzyna SLES, albo innych składników z tej grupy. Jako substancja myjąca i pianotwórcza SLS może powodować
podrażnienia, dotyczy to jednak osób, które są wrażliwe na ten składnik. W
innych przypadkach kontakt substancji ze skórą jest zbyt krótki, by mógł ją
uwrażliwiać. To zupełnie tak, jak z każdą inną substancją, na którą jesteśmy
uczuleni. Jeśli o tym wiemy oczywistym jest, że unikamy alergenu. Kiedy język
puchnie Ci po zjedzeniu orzechów, raczej nie będziesz po nie chętnie sięgać
prawda? Ale do rzeczy.
Na fali popularności tzw.
kosmetyków ekologicznych, organicznych, bio itd. (żeby była jasność, jestem
zwolenniczką poszukiwania dobrej jakości składników naturalnych w kosmetykach,
uważam jednak, że we wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek) wokół SLS zgromadziło
się wiele niedopowiedzeń i historii wyssanych z palca, które urosły do rangi
prawd objawionych. Są powielane na blogach i stronach internetowych bez
zweryfikowania ich prawdziwości.
Badania in vitro i in vivo prowadzone od 1983 wykazały, że laurylosiarczan ma
działanie drażniące w stężeniu ok 2% i wyżej. Działanie to pogłębiało się w
przypadku zwiększania stężenia substancji. Trzeba jednak podkreślić, że
dotyczyło one preparatów, które pozostawały na skórze przez dłuższy czas. W tym
przypadku za bezpieczne uznano stężenie do 1% składnika w produkcie.
Inaczej ma się sprawa z kosmetykami służącymi
do krótkiego kontaktu ze skórą czy włosami, które są szybko zmywane. Tu nie
wykazano drażniącego działania substancji. Wspomnieć również trzeba, że w
badaniach stosowano czysty roztwór SLS. W kosmetykach substancja ta pełni rolę
emulgatora i „zmywacza” i nigdy nie jest stosowana samodzielnie. W składzie
dobrych preparatów zawsze znajdziecie substancje łagodzące drażniące działanie
laurylosiarczanu, należy do nich choćby powszechnie stosowany pantenol.
Co
się tyczy rzekomej rakotwórczości SLS – żadne badania jej nie potwierdziły.
Podobnie rzecz ma się z kumulacją składnika w organizmie, jego przedostawaniu
się do mózgu, nerek i innych organów. Nie bardzo potrafię zrozumieć skąd ten
pomysł. Nie udało mi się znaleźć żadnego poważnego źródła potwierdzającego te
sensacyjne wieści. Jeśli na takie natraficie, bardzo proszę o ich wskazanie. Podobnie
nie udowodniono wpływu na DNA, rozwój płodu, a nawet na wywoływanie alergii.
Bez
wątpienia SLS, jako substancja emulgująca może uszkadzać barierę hydrolipidową naskórka,
jednak podkreślam, że wszystko zależy po pierwsze, od stężenia, po drugie od
obecności innych substancji w kosmetyku. Jeśli więc skóra Twojej głowy jest z
natury sucha i skłonna do podrażnień, czytaj dokładnie etykiety. W Twoim
przypadku być może rezygnacja z SLS będzie korzystna. Piszę „być może” ponieważ
wielokrotnie okazuje się, że to nie on jest winowajcą, jednak tego dowiedzieć się
możesz jedynie dokładnie obserwując reakcje skóry na stosowane preparaty. SLS
(i jego nieco łagodniejsza wersja SLES) to bardzo dobra substancja myjąca,
szeroko przebadana pod względem toksykologicznym i uznana przez wszystkie
organizacje naukowe zajmujące się badaniami kosmetyków za bezpieczną.
Oczywiście, możemy zaraz doszukiwać się „spiskowych” działań przemysłu
kosmetycznego, ja jednak wolę zachować odrobinę zdrowego rozsądku, co w dobie
internetowych – forumowych ekspertów od wszystkiego bywa bardzo trudne.
Pamiętajmy, że – jak pisał Paracelsus - Dosis facit venenum. Dawka czyni truciznę, jeśli więc
przesadzamy ze stosowaniem danego składnika, z dużym prawdopodobieństwem w
końcu nam zaszkodzi.
Źródła:
http://www.dweckdata.com/Research_files/SLS_compendium.pdf
http://www.kosmopedia.org/encyklopedia/sodium_lauryl_sulfate,1142
http://www.kosmopedia.org/bezpieczenstwo_kosmetykow/szkodliwe_skladniki_kosmetykow/
http://artofbeauty.com.pl/medycyna-estetyczna/poradnik/czytaj-etykiety-kosmetykow
materiały z konferencji i sympozjów kosmetycznych